1 kwi 2016

Przerwa na kawę: Miłość, komputer i stokrotki w wielkim mieście

Ach, ta magia kina .... Rozmarzyłam się na wspomnienie tak wzruszającej sceny z mojej ulubionej komedii romantycznej ....

Tekst i zdjęcie: Amanda Ricci
 

W samo południe, stałam na ulicy w centrum miasta, przed moją kamienicą, gdzie wprowadziłam się zaledwie przed miesiącem,   i podziwiałam delikatne roślinki. Śliczne, małe kwiatki, z bladoróżowymi płatkami na delikatnej, jasnozielonej nóżce.

Dzień był piękny, wiosenny, pierwszy tak naprawdę ciepły w tym roku. Gapiłam się z zachwytem na stokrotki, ten prześliczny dar natury, jedyne kwitnące w okolicy rośliny. Wprawdzie jedna stokrotka (czy raczej jaskółka, czy jakoś tak) wiosny nie czyni, ale ich widok sprawił, że ogarnęła mnie nieopisana radość w oczekiwaniu na zmiany w przyrodzie i życiu ....
 
Zahipnotyzowana urodą stokrotek, nie słyszałam nawet hałasów z ulicy, ani nie zauważałam przejeżdżających obok mnie samochodów.
- To znak! A właśnie, że będę szczęśliwa! - zaplanowałam. - I żyli długo i szczęśliwie .... - dodałam już z ironią, przywołując się do rzeczywistości.

Chyba nieświadomie wypowiedziałam te słowa na głos, bo jadący obok na rowerze, jakiś nastolatek z rudą czupryną, dziwnie mi się przyglądał. A, to Jasiek z trzeciego piętra, nie poznałam go w pierwszej chwili. Nie widziałam jeszcze Małgosi, jego siostry bliźniaczki. - Ciekawe, czy są do siebie bardzo podobni - zastanawiałam się. Rodziców bliźniaków, Ankę i Krzyśka, zdążyłam już poznać. Naprawdę fajni ludzie, obydwoje są bardzo zapracowanymi architektami, prowadzą pracownię projektową. Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. Ja im się też musiałam wydać na pierwszy rzut oka sympatyczna, bo już w pierwszym dniu po mojej przeprowadzce, przyszli do mnie z zaproszeniem na powitalnego szampana.

Stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj .... - teraz przyplątały mi się do głowy, nie wiem skąd, słowa dawno zapomnianej, kolonijnej piosenki.  Stokrotka rosła ....  - powtarzało echo w mojej głowie .... No nie, znów to samo, czy ta głupia piosenka nigdy się już ode mnie nie odczepi?! Melodia uporczywie powracała i wszelkie próby podjęte przeze mnie, by zająć myśli czymś innym i oderwać się od głupiej piosenki, nie dawały rezultatu. Tkwiłam tak jak słup soli, w biały dzień, na środku ulicy, w wielkim mieście i gapiłam się na trawnik. 

Już zaczęło mnie prześladować czucie, że przyglądają mi się wszyscy ludzie przechodzący obok, zastanawiając się, czy ja nie miałam nic lepszego do roboty, jak tylko tu sterczeć. I co gorsza, mieliby rację!  Ale ja nie potrafiłam oderwać się od ślicznych kwiatków. Muszę je sfotografować na szczęście, pomyślałam. Odruchowo sięgnęłam po telefon. 

Najprostsze rozwiązanie, aby oderwać wreszcie wzrok od ślicznych kwiatków, wejść do domu, wdrapać się po schodach na drugie piętro i przekręcić kluczyk w drzwiach, aby znaleźć się wreszcie w mojej ślicznej, nowej kuchni, i zabrać się wreszcie za pieczenie tarty owocowej, (na wieczór umówiona byłam przecież z przyjaciółkami, Mają i Karoliną),  nie przyszło mi do głowy. Czy też zauważyliście, że najprostsze rozwiązania rzadko nam przychodzą do głowy?!

Kiedy tak fotografowałam stokrotki, przypomniała mi się niezwykle romantyczna scena z filmu "Masz wiadomość". Widziałam ją już setki razy, ale płaczę za każdym razem, kiedy Joe Fox, postać grana przez Toma Hanks'a, odwiedza Katherine Kelly, graną przez Meg Ryan, w jej apartamencie na Manhattanie i przynosi jej bukiet stokrotek .... 

.... Dziewczyna na początku próbuje go wyrzucić z mieszkania. Po chwili z roztargnieniem mówi, że wazon powinien być w kuchni na lodówce. Kiedy stokrotki znajdą się już na stole w wazonie, dostrzega wreszcie piękny bukiet i nastrój jej się wyraźnie poprawia.


- Czy nie uważasz, że stokrotki to najsympatyczniejsze kwiatki? - pyta Katherine, wyraźnie zachwycona urodą delikatnych kwiatów. 
Joe milczy. Nie potrafi wyjawić dziewczynie, że jest jej potajemnym adoratorem. Para od dawna pisze do siebie w internecie. Ale posługują się wyłącznie wymyślonymi nickami i nie zdradzają osobistych szczegółów. "Shopgirl" nie wie, że jej znajomy z internetu, to znienawidzony przez nią właściciel konkurencyjnej księgarni Fox'a, przez którego zbankrutowała i musiała zamknąć swój biznes, małą księgarnię tuż za rogiem .... A on zakochany, nie wie, jak jej wyjawić prawdę ....
 

- Dzień dobry! - odezwał się nagle, tuż za moimi plecami, męski głos z charakterystycznym, miękkim akcentem.
Zatopiona w własnych myślach, wzdrygnęłam się. Wykonałam zbyt gwałtowny ruch i odwracając się do tyłu, siłą rozpędu uderzyłam bruneta, stojącego za mną, tak, że nie zdążył uskoczyć. Nie wiem dlaczego, tak mnie zaskoczył jego widok, przecież dobrze wiedziałam, że mieszka w okolicy.   
- Bardzo przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć - powiedział z miłym uśmiechem, zupełnie nie zrażony moim gwałtownym atakiem.
- Ależ, naprawdę nic się nie stało - odpowiedziałam, odwzajemniając uśmiech - to ja przepraszam.

Z reklamówki z zakupami posypały się pomarańcze, tworząc barwną kompozycję na środku ulicy. A tyle się mówi, że Warszawa jest smutna i szara, a tu proszę, jak od razu zrobiło się bardziej kolorowo, i na ulicy i w sercu ....

.... o czym ciąg dalszy nastąpi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz